Większa część cywilizacji zachodniej zna i lubi sztuczne ognie.
Z pewnością każdy wie, co potrafią zmajstrować magicy tej branży z okazji masowego witania nowego roku.
Może nie wszyscy jednak wiedzą, że sztuczne ognie zostały wymyślone w Chinach właśnie, i to ponad 2 tyś lat temu!
Chińczycy wierzą, że huk petard i fajerwerków przyniesie szczęście, a także odstraszy wszelkie złe duchy.
I wszystko fajnie i pięknie, ale nie o 11.30!
I nie 10 metrów od mojej sypialni kiedy ja, człowiek lubiący spokój, śpi snem głębokim po ciężkiej nocy!
Różne rzeczy w życiu mnie budziły. Czasem miłe, czasem wręcz przeciwnie.
Ale fajerwerki odpalane tuż za moim oknem to nigdy.
Dobre 15 minut trwała kanonada.
Na przemian, pojedyncze o niebywałej sile huku i serie, niczym z karabinu - cichsze, ale upierdliwe, ze względu na czas wydźwięku serii.
Faktem jest, że nie był to pierwszy raz, kiedy miałem okazję przekonać się, jak ważny jest to element w kulturze chińskiej.
Spotykam się z tym średnio raz na dobę, ale zawsze widowiska te trzymają się z dala od mojej prywatności.
Tak właśnie zostałem obudzony po ciężkiej nocy, kiedy to bratałem się z Chińczykami.
Bratanie jak bratanie, ale co się byłem dowiedziałem o swej osobie! To ci dopiero!
Wiele rzeczy słyszałem na mój temat, ale żeby aż tak?
Siedzę przy stoliku w pubie o nic mi nie mówiącej nazwie 1991.
Jedno z niewielu miejsc w tym mieście, gdzie można piwo pic na tarasie. Widok niespecjalny, choć w przewodniku (patrz ulubione strony) piszą, że widok na West Lake.
Może i teoretycznie widać wspomniane jezioro, ale ze względu na zanieczyszczenie powietrza, widać tylko najbliższe dwieście metrów.
Siedzimy, piwko pijemy, Rozmowa o tym i o tamtym.
Współtowarzyszą mi, od lewej: Rumun Costi, Hindu Vikas, niemiecki Chińczyk, którego imienia nie znam, ale to ten sam z którym byłem w piątek na lunchu, oraz lokalny szef ST - Kang Ben, lub po prostu Ben albo Kang. Jak kto woli.
W środku karaoke, z tym, że wokaliści nawet dają radę.
20 metrów od nas rozgorzała bójka. Kto z kim i dlaczego - nie wiem.
Policja pojawiła się w miarę szybko i było po sprawie.
Costi z Benem zaczynają rozmawiać o serialu Prison Break.
Nie oglądam, wiec jakoś mnie temat nie bierze.
Słyszę jednak, że mówią coś przy tej okazji o mnie. Zagadnąłem byłem w czym rzecz.
No i proszę sobie wyobrazić, że podczas ostatniego meetingu ST (meetingu odbywają się tu kilka razy dziennie), kiedy to Ben coś tam grzebał w laptoku, reszta teamu, bez wyraźnej krępacji, zaczęła porównywać moją osobę do niejakiego T-Baga.
Jak już wspomniałem, serialu w życiu na oczy nie widziałem, więc nie miałem początkowo świadomości kim owy jest.
Dzięki moim współkompanom szybko zostałem objaśniony.
Kto zna ten wie. Kto nie, niech poszuka w sieci lub szuka po sieci.
Trochę się spiąłem> N no bo jak?
Ja, człowiek miły i spokojny, zazwyczaj opanowany, służący radą, wrogów ogólnie nieposiadający, wysłany do Chin, aby dzieci fachu uczyć, wiec zmuszony niejako przyjąć postawę wzorową i zaangażowaną,
Ja, który każdego ranka przychodzę do pracy, gdzie witam się ciepło i takiż sam ciepły pozostaję przez kilka, a czasem nawet kilkanaście godzin, łudząc się, że widzą mnie takiego, jakim chcę by mnie widziano.
I to Ja przypominam im jakiegoś psychozabójcę, wykorzystującego seksualnie nieletnich?
No ludzie i święci, na rany Pana Naszego!
Gdzie sprawiedliwość?
Wiem. Nie ma.
To może chociaż zabronić oglądać telewizor? he?
Tak mnie to ruszyło, że już do samej 4 nad ranem o niczym innym nie myślałem.
Aż zasnąłem.
No i rano te fajerwerki.
A tak przy okazji, w czasie kiedy pisałem powyższe, zdążyły się odbyć dwie następne sesje sztucznych ogni.
Na szczęście dla mnie, obie bardzo daleko.
komentarze (3) | dodaj komentarz