Szanghaj to prawdziwa prostytutka.
Tu można kupić wszystko.
Idąc główną ulicą Nanjing Road, co 3 kroki spotykamy mężczyzn zachęcających do skorzystania
z usług chińskich dziewcząt.
Rzadziej pojawiają się same dziewczęta z tej branży,
a jeśli już to wyglądają zupełnie normalnie.
Prostytucja wszak zakazana w całych Chinach jest.
Po kilku chwilach przekonywanie nagabywaczy staje się męczące, i najlepszą odpowiedzią na propozycję okazuje się być "dziękuję, dziś już miałem".
To skutecznie pozbawia oferentów jakichkolwiek argumentów za.
Bo facet syty nic nie potrzebuje.
W Szanghaju, jak w żadnym innym mieście, spotkać można ludzi z całego świata.
Anglojęzyczni są wszędzie, ale mnie najbardziej zaskoczyło spotkanie u mc donalda,
gdzie zjawiliśmy się pierwszego wieczoru, z wiadomych powodów, zaraz po przybyciu do miasta.
była godzina kolo północy. w restauracji prawie nikogo.
ja, hindus, garstka chińskiej młodzieży.
chwila nie minęła długa, kiedy słyszę za mną swojsko brzmiące wyrazy na K.
Nawet Hindu wiedział skąd oni.
Kilku grubszych z wąsem, krzywe ryje i te słynne wyrazy...
Wiadomka - polacy.
pełno stolików wolnych a ci musieli usiąść kolo nas :/
No to podsłuchałem jak się rodacy bawią...
Czasu w mieście nie marnowali, i chociaż mówili już o samolocie jutrzejszym, to jeszcze panienki w głowach im były.
Na szczęście miasto ma o wiele więcej do zaoferowania.
Coś unikalnego na skale Chin.
Architektura.
Widać wpływy różnych trendów i kultur.
Ale to co zdumiewa najbardziej to wieżowce.
Potężne.
Gigantyczne.
To właśnie w Szanghaju jest trzecia, co do wysokości, wieża świata - Perla Orientu, na której miałem przyjemność, podobnie jak prezydent Kwaśniewski w 1997, wjechać.
I to tu znajduje się piąty, co do wysokości, wieżowiec świata - Jin Mao Tower, obok którego powstaje następny, jeszcze większy - Szanghaj World Financial Center.
Wokół tych trzech kolosów kłębią się inne - pomniejsze.
Panoramę dzielnicy można podziwiać z urokliwego deptaka położonego u nabrzeża kanału.
Widok dość imponujący, ale szybko mi się znudził.
Trzeba jednak przyznać, ów deptak należy odwiedzić dwa razy - za dnia i nocy, bo wieżowce po zmierzchu są kosmicznie kolorowe. Tu się prądu już nie oszczędza, jak w przypadku komunistycznych gmachów na pekińskim placu niebiańskiego spokoju, lub też w pojazdach mechanicznych poruszających się drogami publicznymi po zmroku.
Tu jest inny świat.
Nawet Chińczyków jakby więcej wszędzie.
Gdzie turyści tam biznes. Tu duża podaż podrabianych zegarków.
Jeden pożytek z handlarzy - mówią nieco po angielsku i wiedzą co gdzie jest, wiec można ich wykorzystać jako informację turystyczną.
Szanghaj słynie też z bogato rozwiniętego życia nocnego.
No i jest to chyba prawda.
Nierzadko przyuliczne lokale oferują wiele uciech, od najprostszych - zamawiasz drinka dla siebie i pani która ci umila wieczór rozmową i swym wdziękiem, do najbardziej hardcorowych, czyli chiński masaż full wypas ;)
Przy tym drugim nic nie trzeba mówić :p
Są też miejsca, gdzie można zabawić się w sposób mniej wyuzdany,
czyli napić się czegoś-tam jedynie w otoczeniu zarozumiałych amerykańców i spitych brytoli.
Czyli taki weekendowy Kraków nocą.
Jest też i dzielnica zabytkowa, najwyraźniej uwielbiana - bo oblegana - przez turystów.
Nie można oprzeć się jej urokliwemu klimatu i mnóstwa sklepików w których kupić można wszystko, nie zapominając o konieczności targowania się.
Tu też zakupiłem parę rzeczy i spotkałem proroka w pidżamie.
W dzielnicy tej znajduje się oaza spokoju - ogród Yu. Wstęp jest płatny, wiec i tłum mniejszy. Rzekłbym, że prawie nikogo, a miejsce, do prawdy, urocze.
W mieście Szanghaj znajduję się również Plac Ludzi (People Square).
Miejsce dość dziwne. Przestrzeń i mnóstwo zieleni. Wokół modernistyczne budowle.
Tutaj również napotkać można następna formę robienia na kasę.
Jak w całych Chinach nikt nie mówi po angielsku, tak na tym Placu prawie każdy.
Z łatwością nawiązują kontakt z obcokrajowcami.
Jak się macie, skąd jesteście, co robicie, jak wam się podoba, i tak dalej, gadki o niczym...
Ale od słowa do słowa i rozmowa zawsze zmierza do tego samego.
Ci nad wyraz uprzejmi i otwarci ludzie starają się pójść z Tobą na drinka, czy też na jakąś wystawę. Zawszę mówią, że mogą załatwić to 'taniej'.
Z racji wrodzonego braku zaufania do kogokolwiek, a może też z braku czasu, nie dałem się namówić na żadne z powyższych, choć rzeczywiście naciągacze są niesamowicie naturalni. Do tego stopnia, że dopiero w pociągu skojarzyłem fakty.
Ulotka hotelowa ostrzegała przed tego typu podstępami.
Pamiętam dokładnie. Pierwsze dwie dziewczyny które nas zaczepiły i proponowały wspólne zwiedzanie jakiejś tam wystawy bardzo dziwnie zareagowały na propozycje wspólnego zdjęcia. Najwyraźniej były zmieszane.
Do Szanghaju jechaliśmy pociągiem, wiec i o tym parę slow.
Różnej klasy pociągi tu jeżdżą.
My jechaliśmy super wygodnym, super klimatyzowanym, super szybkim, super expresem.
I to było OK.
Nie podobało mi się, że przy wejściu na dworzec kontrolowany jest bilet i bagaż. Do pociągu nie można wsiąść ot tak, kiedy się chce. Wszyscy czekają w poczekalni dedykowanej dla danego pociągu. Na 5 min przed odjazdem otwierają się drzwi poczekalni przez które masa przetacza się do pociągu. Chaos jaki przy tym panuje jest nie do opisania. Chociaż w pociągu kultura - miejscówki i w ogóle.
Wysiadanie też dość enigmatyczne. Peron długi na kilkaset metrów, ale wyjście podziemne tylko jedno. Znaczy jedno czynne. Reszta zamknięta.
Taki podstawowy brak wolności strasznie mnie irytuje, a w Chinach to życie codzienne.
Choć oficjalnie - wolność i swoboda.
komentarze (2) | dodaj komentarz